BOHEMISTYKA WROCŁAWSKA

polonistyka

Kumpel Kota (wakacje od bohemistyki)

Z zaskoczeniem stwierdziłam, że moja książka "Kumpel Kota, też kot" (niby dla dzieci, ale również dla dorosłych), wydana w Wydawnictwie Radwan w roku 2010, została przekształcona na audiobook i miała już 36 644 pobrania (podaję z pamięci)!.

Wierzę w to, że książki "Smierć dziekana" i "Recykling" (oraz wszystkie następne) spotkają się z podobnym zainteresowaniem.    

7745-003-1 kumpel kota tez kot okładka.JPGDla uhonorowania swego zaskoczenia publikuję tu jeden z rozdziałów

XXVI. Nasze przygody w Ameryce

             Wspólny referat Misia i mój na Światowym Kongresie Przyjaciół Czasem Ożywających Zabawek bardzo się wszystkim podobał, zwłaszcza że wygłaszał go Miś, a pewna sympatyczna Amerykanka polskiego pochodzenia tłumaczyła jego wystąpienie na angielski. Przede wszystkim Miś obalił tezę, że takie jak on Zabawki Pluszowe ożywają tylko "czasem", to znaczy nieczęsto. Wymachując łapką, a nawet uderzając nią w mównicę, z całą mocą podkreślił, że jego możliwości ożywania są nieograniczone i że właściwie częściej bywa żywą i żwawą istotą niż nieruchomą pluszową zabawką (tu kilka mocnych uderzeń łapką w pulpit mównicy i burzliwe oklaski słuchaczy). Siedziałam w pierwszym rzędzie i zrobiłam mu parę zdjęć na pamiątkę.

            Po referacie rozwinęła się dyskusja, w której pewien sceptyczny Holender, przyjaciel Nakręcanego Psa, Który Nie Powinien Szczekać, ale Szczeka, wyraził przypuszczenie, że Miś wcale nie jest pluszowcem, ale żywym zwierzakiem, na przykład krzyżówką australijskiego niedźwiadka koala z afrykańską małpką kapucynką. Miś na to się okropnie oburzył i znieruchomiał na amen. Dyskusja utknęła w martwym punkcie. Nakręcany Pies, Który Nie Powinien Szczekać, tak się rozszczekał na swego przyjaciela za obrazę Misia, że ten przyjaciel, choć przecież jako człowiek właściwie ogona nie miał, ów ogon jakby podwinął pod siebie i wymknął się chyłkiem z sali obrad, a Nakręcany Pies, szybko przeze mnie nakręcony kluczykiem, puścił się za nim z ostrym ujadaniem, aż się kurzyło.

            Wpakowałam Misia, który był ciągle obrażony i wyglądał zupełnie jak pluszowa zabawka, do plecaka i pojechaliśmy metrem do naszej kwatery u kuzynki szkolnej koleżanki pewnego naszego znajomego (oj, chyba pamiętacie, to jest brat tego Witka, co pracuje w banku, i który nie chciał jeść ryby z podłogi). Wsiedliśmy niestety przez pomyłkę do innego metra i zupełnie nie mogłam się zorientować, gdzie mamy wysiąść, aby wrócić na właściwą trasę.

            Metro z hukiem pędziło podziemnymi korytarzami i wyjeżdżało na powierzchnię, tuż obok wyglądających jak bunkry betonowych budynków ze ścianami pomazanymi kolorową farbą i koślawymi napisami. Nikt ze współpasażerów nie rozumiał mojej angielszczyzny i ja też nie rozumiałam, co mówili, bo mówili trochę inaczej niż uczono mnie w szkole na lekcjach angielskiego.

            Wyciągnęłam Misia z plecaka i próbowałam go namówić, żeby mi pomógł. Czułam się taka opuszczona i samotna! Gadam do tego Pluszaka, gadam ... a Pluszak nic, nieruchome koralikowe oczka patrzą gdzieś w bok, a własnoręcznie przeze mnie przyszyte uszka nawet nie drgną.

            Kątem oka zauważyłam, że obserwują mnie pilnie dwie Murzynki: okrąglutka mama z błyszczącymi klipsami w uszach i pięcioletnia może dziewczynka z mnóstwem czarnych warkoczyków przypiętych do głowy spinkami, każda innego koloru. Przypuszczam, że były wstrząśnięte moimi przemowami do pluszowej maskotki. Może myślały, że ze zmartwienia pomieszało mi się w głowie?

            Uśmiechnęłam się do nich nieśmiało, a starsza z nich natychmiast odpowiedziała uśmiechem i przysiadła się do mnie. - Hallo! - zawołała ta mniejsza z kolorowymi spinkami i również się do nas dosiadła. Miś szybko łypnął na nią czarnym koralikiem i natychmiast znów zamienił się w zabawkę.

            Obie cierpliwie wysłuchały wyjaśnień, bardzo starając się mnie zrozumieć, wyciągnęłam plan miasta i ustaliłyśmy razem, dokąd właściwie jadę, potem ze mną wysiadły i pokazały, którą trasą powinnam dalej pojechać.

            Miś chyba odpoczął sobie za wszystkie czasy, bo ożył dopiero na drugi dzień.

            - Odniosłem wielki sukces na Kongresie - powiedział. - Nagadałem im tak, że aż ich uszy bolały. A wiesz, co mi się śniło? Dwie Murzynki: mniejsza i większa. Mniejsza miała we włosach masę kolorowych spineczek i powiedziała mi "Hallo". Nie wiesz przypadkiem, czy ona już ma jakiegoś Misia?

            - Powiedziała mi, że ma trzy: Czerwonego, Zielonego i Niebieskiego! - odkrzyknęłam, bo trochę czułam się obrażona.

             - Aha, ten Czerwony to pewnie jakiś Miś Indiański, ale o Zielonej i Niebieskiej rasie nie czytałem. Chyba coś ci się poplątało - odpowiedział z powagą Miś.

 

 

A oto okładka książki przygotowana do drugiego wydania (z którego Wydawnictwo Radwan się nie wywiązało niestety):

okladka_kumpel3.JPG