BOHEMISTYKA WROCŁAWSKA

Hiszpania

W Barcelonie, czyli nigdzie

Czołowy polski bohemista Mariusz Szczygieł, jak czytałam, przerzuca swoje zainteresowanie z Czech na Hiszpanię, więc i ja tak uczynię, wiedziona instynktem, i nie tylko instynktem, także szczerym zainteresowaniem.

Co prawda bodajże trzy lata temu na tym blogu napisałam, że Hiszpanię znam tylko z Wysp Kanaryjskich, Grecję z Krety, Francję z Korsyki (a Uniwersytet Wrocławski z malutkiej i bezludnej - zazwyczaj - oraz nisko zarośniętej kolczastymi krzakami wysepki na ulicy Pocztowej 9), ale po pierwsze nie byłam całkiem szczera, a po drugie bądź co bądź minęły już trzy lata.

Żeby utrzymać się w tym tonie beznadziei i pustki wrócę do tytułu tego  wpisu i wyjaśnię, czemu nie ma (nie było) czegoś takiego jak Barcelona (podobnie jak dla Alfreda Jarry'ego "nigdzie" było w Polsce). W dawnych czasach wczepiła mi się w ucho piosenka "Uliczkę znam w Barcelonie...", potem było jakoś tak, że "kwitną jabłonie" i że "lubię chodzić po niej". Rzecz w tym, że w tamtych czasach takie coś jak Barcelona istniało tylko na mapie, nikt by się nie odważył (netroufnul) tam pojechać, żeby sprawdzić, jak to z tymi uliczkami jest. Kim był zatem podmiot liryczny, wyżywający się w tym "artystycznym" zaśpiewie? Polską emigrantką? Exulantką? Uchodźczynią z Polski? Przyznajmy, że dla wszystkich nas, zwykłych i pospolitych, Barcelona wtedy nie istniała.

A teraz coś optymistycznego! Barcelona, Madryt, Sewilla czy Malaga istnieją, mają swe urocze uliczki, place i bulwary. Moje zainteresowanie Hiszpanią zintensyfikował film hiszpański, zwłaszcza dzieła Carlosa Saury i Pedra Almodóvara (że nie wspomnę już o Bunuelu), ale znam ludzi, których zafascynowały inne zakresy tamtejszej kultury, zbyteczne byłoby wymieniać (i konkurować z Wikipedią).

Swoją wiedzę na jej temat podparłam świetną książką "Hiszpania w filmach Pedra Almodóvara" autorstwa Anny Sikorskiej (doktorantki UWr., ale nie na Wydziale Filologicznym). Autorka m.in. zmaga się z odpowiedzią na pytanie, w jaki sposób sztuka, która z założenia jest subiektywna i której wolno naruszyć środek i umiar, może nam posłużyć jako realioznawczy kompas  w poznawaniu dalekiego dla nas, pod każdym względem, kraju. Kolejne rozdziały traktują o dziedzictwie rządów gen. Franco (a tymczasem jakbyśmy symptomy takiego reżimu już u nas mieli - kto ciekawy, niech sprawdzi i porówna, bo książka Sikorskiej wyszła w roku 2012), o ruchu movida (hiszpańskie ożywienie kulturalne), o religii, o corridzie (i fascynacji śmiercią) i o kobiecym ciele w filmach Almodóvara.

Książka jest napisana zręcznie i ze zrozumieniem, należy do tych (niewielu, przyznajmy) naukowych pozycji, które warto przeczytać nawet dla przyjemności.

Zofia Tarajło-Lipowska

 

www.bohemistyka.bloog.pl i www.lechiczech.bloog.pl

obejmą patronatem następne książki pani Anny Sikorskiej dotyczące twórczości Almódovara.

  435387-352x500.jpg

 

Planowane są wpisy wakacyjne (kolejność może być inna):

1. Refleksje dra Piotra P. nad książką Przeperskiego (w szerszym kontekście)

2. Opowiadanie Ivana Klímy pt. Kulomiotka (przetłumaczone na polski)

3. Moje przygody z panem Martinkiem.

 

IMG_1831.jpg