BOHEMISTYKA WROCŁAWSKA

Ukraińska ballada stepowa

Ukraińska ballada stepowa

 

Step one: Ukrainiec o imieniu Wasyl, kijowianin, był mężem jednej z koleżanek, poznała go na stypendium w Czechach. Wasyl skończył w Kijowie ukrainistykę i bohemistykę, tłumaczył sztuki Václava Havla na ukraiński, w Brnie zaś pracował nad doktoratem. Założywszy rodzinę osiadł w Nysie i przez kilka lat pracował tam na etacie dydaktycznym w szkole wyższej. Na Uniwersytecie Wrocławskim dostał godziny na bohemistycznej wieczorówce (jako ukrainista jednak nikogo tu nie interesował).

Step two: Przede wszystkim podpadł sekretarce, pani Ewie, bo rzekomo posądził ją o kradzież banknotu z portfela. Wyjaśniam, że było to grube nieporozumienie: kiedy właściciel odbierał zgubiony portfel, odważył się powiedzieć głośno, skąpą polszczyzną, że banknotu brak. Pani sekretarka z panią dyrektor (w czasach, kiedy były jeszcze przyjaciółkami) orzekły jednak, że „ten Ukrainiec” zachował się wręcz skandalicznie. [Osobiście wątpię, czy powiedział coś niestosownego, co mu przypisywano, bo znałam go jako człowieka grzecznego, o wysokiej kulturze osobistej, był zresztą synem kijowskiego małżeństwa naukowców.]

Step three: Rychło jednak doszły dalsze przewiny, które podtrzymywały nagonkę.   - Jakie uprawnienia ma „ten Ukrainiec” do nauczania? – zadał mi pytanie rusycystyczny dziekan. Posłałam mu więc skan dyplomu Uniwersytetu w Kijowie, dyplomu ozdobionego w dodatku czerwonym paskiem wyróżnienia. [Byłam poprzednią szefowa pana Wasyla, mniemanie miałam o nim jak najlepsze: nyscy studenci go szanowali (za konsekwencję w wymaganiach), sprawdził się też jako organizator praktyk dla polskich studentów w Czechach (z wielu powodów zadanie było trudne).]

Step fourth: Wtedy okazało się, że w służbowym komputerze na Pocztowej popołudniami ktoś przeglądał rosyjskie strony o treści nieprzyzwoitej. Kto? – To na pewno „ten Ukrainiec” – orzekły panie z dyrektorskich kręgów z pełnym hipokryzji i pruderii oburzeniem. Dla mnie sprawa była co najmniej dziwna: czy w Instytucie Filologii Słowiańskiej, byłym Instytucie Filologii Rosyjskiej, nikt inny nie mógł przeglądać stron internetowych po rosyjsku? Moje zdanie jednak się nie liczyło. Pani dyrektor wydała polecenie, że jeśli ktoś nie ma etatu w Instytucie Filologii Słowiańskiej, to kluczy od gabinetu nie dostanie (bez względu na to, czy żona ma etat). Czasem widywałam, jak między zajęciami pan Wasyl siedział na ławeczce na korytarzu, pijąc kawę z automatu w papierowym kubeczku.

Step five: Smutny jest koniec ballady, bo „ten Ukrainiec” zupełnie zniknął nam z horyzontu.

*******

Step-by-step:

***** Jako bohemistka nie uświadamiałam sobie wówczas, że takie mocne napięcia panują między Rosjanami a Ukraińcami: zachodziłam więc w głowę, czemu pan Wasyl jest taki "podejrzany", czemu my wszystkich Słowian programowo nie kochamy. I jak w ogóle można o nim mówić „ten Ukrainiec”? Dopiero ostatnie wydarzenia polityczne trochę mnie w tym względzie oświeciły.

***** Wrocławscy rusycyści Rosjanami nie są, prawda? Przynajmniej nie wszyscy. Rzecz jednak w tym, że czytając pilnie literaturę danego narodu, przejmujemy od niego jego ducha, jego myśli, jego tradycje, wczuwamy się weń, dzielimy jego poglądy, jego system wartości, nawet jego religię narodową.

***** Dla mnie czeska literatura również była odkryciem, że można myśleć inaczej niż Polacy: można brzydzić się wojną (u nas – wyzwolicielską), można wręcz bać się takich rozwiązań, że można aż tak mocno przeżywać kontakt z przyrodą i co rusz odwoływać się do demokratyzmu.

***** Já pán – ty pán, a nie „Boże, caria chrani!” (to ostatnie nie współgra bynajmniej z polskością, ale twierdzenie poprzedzające też nie jest u nas na pierwszym planie). Zmieniłam się pod wpływem czytania czeskiej literatury, czeskiej publicystyki, rozmów z Czechami.

***** Każdy filolog nasiąka filologią, którą studiuje, której się uczy, czasem nasiąka nią wyjątkowo głęboko i mocno. Jeśli filologia jest agresywna, to kujon filologiczny też może się zmienić w agresora

 

Zofia Tarajło-Lipowska