BOHEMISTYKA WROCŁAWSKA

Zatloukat-zatloukat-zatloukat! O nadużywaniu performatywnej funkcji języka.

Zatloukat – zatloukat – zatloukat!

 

Takich rad udzielał swoim pacjentom pan MUDr. Miroslav Plzák, znany i popularny czeski seksuolog, psycholog i publicysta, który zdrady małżeńskiej ani partnerskiej bynajmniej nie zalecał – absolutnie jej nie pochwalał – ale jeśli już się zdarzyła, odradzał  przyznawanie się do niej. Twierdził, że zdradę trzeba „zaprzeć -zaprzeć-zaprzeć” dla ocalenia tych kruchych więzów, na których się opiera ludzkie szczęście. Czyli, zmieniając z lekka składnię, trzeba się zdrady wypierać-wypierać-wypierać.

 

O nadużywaniu performatywnej funkcji języka

 

Nie krytykując tej rady, bo nie dotyczy ona tych funkcji języka, na których opiera się nauka czy publicystyka społeczna, chcę jednak do niej nawiązać. Niektórzy naukowcy (proszę zważyć, że nie ułatwiam sobie wywodu cudzysłowem przy tym określeniu)  wierzą bowiem w sprawczą (performatywną) siłę języka, która oczywiście w umownych zakresach obowiązuje, ale aż takiej mocy nie ma, że przemieni KŁAMSTWO w PRAWDĘ. Tym niemniej, powtarzam, pewni, niezbyt mądrzy, cynicy (oraz Sąd Okręgowy i Prokuratura we Wrocławiu) wierzą, że tak się stać może. Że jeśli w kółko będzie się powtarzać „czarne jest białe, czarne jest białe, czarne jest białe”, to czarne od tej porcji gadania zbieleje.

*** Pan Krzysztof Bałaban przed sądem przysięga (zatloukat-zatloukat-zatloukat), że profesor Lipowski „kazał” mu wpisać dwa seminaria magisterskie w jedną kratkę płachty papieru, podczas gdy naprawdę on sam to profesorowi zaproponował, podpierając się autorytetem dyrektor Paszkiewicz, a profesor Lipowski na to się nie zgodził i zażądał  ułożenia planu zgodnie z prawdą. [A któż to odwiedzał pana Krzysztofa w szpitalu na Wiśniowej na wiosnę roku 2010, udowadniając swoje rodzinne z nim związki? Czyżby to był polski zwyczaj narodowy, że sześćdziesięcioletnie panie dyrektor wizytują swych dwudziestotrzyletnich podwładnych w czasie ich krótkich szpitalnych badań? Czyżby to była specjalna troska o personel Instytutu Filologii Słowiańskiej? Pan Bałaban, metodą zatloukat-zatloukat- zatloukat,  odpłacił widać pani Paszkiewicz tę nadstandardową opiekę.]

*** Pani wicedyrektor Zybura przed sądem zmyśla, że profesor Lipowski specjalnie się do niej zgłosił, żeby oznajmić, że chce połączyć dwa seminaria w jedno. Nie tylko te seminaria połączył, ale nawet sam miałby ZGŁOSIĆ się do niej, żeby ten fakt oznajmić!!! Absurd!!! Czy takie posunięcie ze strony pana L. miałoby jakieś cechy prawdopodobieństwa?  Ale przecież i pani Zybura ma powody wdzięczności dla pani Paszkiewicz (choćby ten jeden jedyny artykuł w dorobku osoby, którą postawiono na czele dydaktyki w instytucie UWr.).  

Wymienioną panią zresztą znam z różnych drobniejszych kłamstewek: kiedyś do mnie zadzwoniła, że czworo pracowników Zakładu Bohemistyki na zajęcia nie chodzi, o czym jej mąż dowiedział się na uniwersyteckim wieczorku towarzyskim. Wdrożyłam dochodzenie i co się okazało? Wśród tych „czworga bohemistów” było aż troje rusycystów prowadzących dla bohemistów przedmioty „ogólnosłowiańskie” (w tym jedna osoba przebywała w „koleżeńsko uzgodnionym” ponoć sanatorium – mnie w tym gronie „koleżeńskim” nie było, dodam).

*** „Studenci specjalizacji magisterskiej, jak stwierdzili „wszechmocni” decydenci Instytutu Filologii Słowiańskiej, rzekomo NIE ŻYCZYLI SOBIE specjalizacji wyszehradzkiej (z dodatkiem słowackiego i węgierskiego) i nie interesowali się tym wcale. Znów zasada: zatloukat–zatłoukat-zatloukat. Zakład Bohemistyki uzyskał na tę specjalizację grant w wysokości 50 tys. euro, ale Uniwersytetowi Wrocławskiemu to niepotrzebne, prawda? Bo ma za dużo pieniędzy i za dużo studentów, tak? (Aż do tej pory Fundusz Wyszehradzki przypomina o tej sprawie, pisze do mnie.)

            *** Najoczywistsza jest sprawa rzekomego autorstwa artykułu o wrocławskiej bohemistyce, podpisanego przez panią Chrobak, podczas gdy napisała go pani T.-L. Niektórzy „tłuką” minusy na moim blogu, w zbożnej widać według ich nadziei, że po którymśtam minusie siła sprawcza (performatywna) języka zadziała - czarodziejskim sposobem artykuł „stanie się napisany” przez panią Ch. (jak w filmie rysunkowym duch artykułu wyleci z mojej głowy i usadowi się w głowie pani Ch.)

A jej „koleżanka z uniwersyteckiej ławy”, pani Zura według zasady zatloukat–zatłoukat-zatloukat  wycina czeskie ćwiczenia dla dzieci i każdą stronę tych ćwiczeń podpisuje swoim nazwiskiem, udając, że sama te zdania układa, grupuje  i stopniuje trudności czeskiej składni.

            *** I znów tak się składa, że na składni kończymy. Choć wyliczenie można by było ciągnąć.

 

 

prof. dr hab. Zofia Tarajło-Lipowska

profesor nauk humanistycznych

specjalności: filologia zachodniosłowiańska, językoznawstwo słowiańskie, literaturoznawstwo zachodniosłowiańskie